Tutaj wyprawa zapowiadała się szeroko. Chętnych bez liku. Aż do momentu kiedy o akcji dowiedziały się małżonki :). I nagle ekipa się pokurczyła, tak się skurczyła, że aż prawie jej nie było. Ale w tym momencie wkroczyli bohaterowie ostatniej akcji i dumnie niosąc na piersi znak CST udali się na Kubę szukać wyciągów narciarskich. Cel wydawał się już z założenia z lekka nierealny do osiągnięcia ale fakt, że najwyższy punkt Kuby, Pico Turquino ma 1974 m n.p.m. jakoś legitymizował nasz wyjazd. Cała nasz podróż za jeden bilet (bo tylko tyle mieliśmy zorganizowane, bilet tam i z powrotem) była jednak pełna heroizmu i poświęcenia sprawie narciarskiej. Tak wielkiego i pięknego, że na przetarty przez nas szlak ruszyły jeszcze dwie kolejne wyprawy poszukiwawcze CST.