To był taki „szybki” wypad na narty w weekend Trzech Króli. Szybki, bo najpierw 6 godzin pociągiem z Poznania do Wałbrzycha, a potem to już tylko żabi skok do Kitzbuhel. A tam śniegu napadało tyle, że główne wyciagi nie chodziły z nadmiaru śniegu i braku prądu, myśmy się pogubili w ski busach, zapadli w kopnym śniegu i tylko śniadanie kontynentalne było godne swej nazwy…
Zdjęć wiele nie ma bo w tych okolicznościach nie było komu i kogo fotografować :)…