BiH, Czarnogóra i Serbia

  • Termin:28 lutego - 12 marca 2023
  • Miejsce:Bjelasnica - Bośnia i Hercegowina, Kolasin - Czarnogóra, Kopaonik - Serbia

I ponownie wybieramy się na Bałkany! To już w ostatnich latach stało się „nałogiem”.  Po zamknięciu kierunków daleko wschodnich, jak Armenia, Azerbejdżan czy Kazachstan, powiew nieznanego i „nie modnego” miejsca daje się odczuć jeszcze na Bałkanach. Alpy, czy to francuskie, włoskie czy też austriackie, to miejsca zapewne świetne do jeżdżenia na nartach ale trudno tam spodziewać się jakiego zaskoczenia, nietypowości. Z naszych doświadczeń, Bałkany jeszcze gdzie nie gdzie taką świeżość oferują. A trochę tam już zwiedziliśmy, od Słowenii poczynając, przez Bośnię i Hercegowinę, Serbię, Bułgarię aż na Rumunii (która zasadniczo Bałkanami już nie jest) kończąc.

Tego roku wybraliśmy opcję  stricte narciarską, poświęcając, chwilowo, pakiet zwiedzania.. Tym razem padło na dwa nowe miejsca i jedno „stare”. Te dwa nowe miejsca to Bjelasnica w BiH oraz Kolašin w Czarnogórze. Ponieważ nie byliśmy pewni co nas spotka w tych miejscach, na koniec postanowiliśmy pojechać do Kopaonika, miejsca już odwiedzonego 4 lata temu, po którym wiedzieliśmy czego można się spodziewać.

Zaskoczyły nas wszystkie te trzy miejsca. Bjelasnica i Kolašin okazały się ciekawsze i atrakcyjniejsze niż oczekiwaliśmy a dla odmiany Kopaonik, straciwszy atrakcję nowości, nie był już taki ciekawy a na pewno nie urokliwy…

Bjelasnica – Bośnia i Hercegowina – Sarajewo. Byliśmy w Sarajewie już 4 lata temu, jeździliśmy na stokach Jahoriny, oddalonej o niecałe 50km od Bjelasnicy i wydawałoby się, że nic nowego. Te same góry, Alpy Dymarskie , te same stoki olimpijskie z olimpiady w Sarajewie (1984), a jednak, jest to prawie że inny kraj bo Jahorina to Republika Serbska w ramach BiH, a Bjelasnica to BiH. Zasadniczo jedna góra, jazda od 1200 do 2067m. n.p.m. , 8 wyciągów i jakieś 20 tras.  Przy dolnej stacji głównego wyciągu, od którego trzeba zacząć każdy dzień duży, wygodny parking (oczywiście płatny, choć nie wiem ile) a dookoła, na małym wzniesieniu, dużo hoteli i apartamentowców z możliwością noclegu. Trzeba się liczyć jednak z tym, że nie jest to ski-in i ski-out, bo zawsze trzeba choć 5 minut podreptać w skorupach na nogach. Mimo, że mało tras a zawsze trzeba zacząć od głównego wyciągu to tłoku nie było (przynajmniej na początku marca) a ceny karnetów nie zabijały, 90 zł/dzień, a nocne narty 50zł.  Do tego kilka knajp przy trasach z przystępnymi cenami, których w Polsce, przy stoku, byśmy sobie życzyli. Jedzenie w knajpie, za dużego wyboru knajp nie było, ok. 70zł / osobę. Jest tylko jeden sklep spożywczy i do tego zamykany już o 18-tej więc, trzeba ogarniać zakupy szybko. Planując noclegi poza Bjelasnicą, np. w Sarajewie,  i codzienne dojazdy trzeba pamiętać, że podjazd do samego ośrodka jest dość stromy i jak sypnie śniegiem , a nam akurat sypnęło, może zająć trochę czasu. Przy okazji, zdażyło mi się sprawdzić skuteczność serwisu narciarskiego w Bjelasnicy. Rozpadło mi się wiązanie, i podczas gdy w alpejskich kurortach, jedynym rozwiązaniem byłoby kupno nowych tu okazało się, że da się naprawić, dobrze i skutecznie za jedne 10€.

 

Oddalony o niecałe 300km i przeszło 5 godzin jazdy Kolašin to nie tylko inny kraj ale i inny świat. Już sama droga tam powinna nam dać do myślenia. Okazało się, że prowadzeni wszechwiedzącym Google maps, ruszyliśmy wzdłuż rzeki Dima czymś co tylko z początku było drogą a już po godzinie okazało się przełomem rzeki z rzadka nawiedzonym utwardzonym kawałkiem drogi. Przejście graniczne do Czarnogóry to było coś jak budka dróżnika przy kolei wąskotorowej a most na rzece przypominał sławny most na rzece Kwai. A dalej już tylko piękniej, choć wcale nie łatwiej. Drogi w Czarnogórze są przepiękne, przełomami rzek i jezior pośród gór, a ta numer M18 w kanionie rzeki Riva była zachwycająca, ale też czasochłonna.

Kolašin jest ciekawym miejscem do narciarstwa, godnym polecenia dopiero od niedawna. Kiedyś to była jugosłowiańska stacja narciarska o nazwie Bjelasica, która po bankructwie i restauracji, przemianowana została na Kolašin 1450 i następnie dobudowano nowy ośrodek Kolašin 1600. Dopiero w 2020 roku obie części składowe resortu zostały połączone wyciągami i trasami, rozpoczynając nowy rozdział w ich historii. Ośrodek oferuje w sumie 45 kilometrów tras, w tym po 20 kilometrów niebieskich i czerwonych oraz 5 kilometrów czarnych a sięgają one maksymalnie 2.035 m.n.p.m. Po licznych modernizacjach, do dyspozycji mamy całkiem przyzwoitą infrastrukturę wyciągową , których jest w sumie osiem a te najważniejsze z nich to trzy sześcioosobowe krzesła, z czego najstarsze zbudowano w 2009 roku. Do jeżdżenia jest 45km tras. Solidny, duży parking, znajduje się przy stacji Kolašin 1600. Kosztuje tylko 4€za dzień. Ten przy 1450 jest co prawda bezpłatny ale mały i w weekendy szybko się zapycha. Jak na tak dobry ośrodek, bardzo kusząca jest cena karnetu. Jeden dzień białego szaleństwa w resorcie Kolašin to koszt zaledwie 20 Euro. Niestety nie ma jeszcze infrastruktury hotelarskiej i serwisowej na miejscu. Wszystko jest w budowie (stan na marzec 2023) i nic nie można wynająć. Wypożyczalnie nart są ale nie w samym ośrodku 1450 lecz trzeba ich szukać po drodze z Kolašina. Serwis tam raczej potrafi tylko ustawić wiązania i może naostrzyć krawędzie. Knajpy raptem dwie, ale tylko w niedzielę, przyszło nam zając miejsca na tarasie. W pozostałe dni większość ludzi w knajpach to była obsługa wyciągów i kelnerzy. Ceny więcej niż przystępne. Nocleg zorganizowaliśmy sobie w pobliskim Kolašinie gdzie przez portale rezerwacyjne można znaleźć dużo droższych i tańszych miejsc. Nasza miejscówka, dom na 12 osób, kosztował około 100€za dzień. Owszem, trzeba było samemu palić w piecu, ale wystarczy kontuzja któregoś z kolegów, aby został w domu w roli westalki domowego ogniska…

W Kolašinie należy uważać na jedną rzecz: ośrodek nie posiada, póki co, systemu sztucznego naśnieżania. Warunki narciarskie zależą zatem w 100% od natury. Warto monitorować na webcamach np. (https://www.windy.com/pl/-Kamery-internetowe/Czarnog%C3%B3ra/Kola%C5%A1in-Municipality/Kolasin/Kolasin-1600-Ski-Center/webcams/1638548006?42.876,-33.047,3) czy jest śnieg czy też nie.

Na ósmy dzień, ruszamy i znowu 5 godzin jazdy samochodem, po trochę lepszych drogach, lecz część z nich w budowie, więc dużo spowolnień i mijanek.  W Czarnogórze trzeba się mocno pilnować z przekroczeniem prędkości bo miśków z radarami co nie miara. Na szczęście kierowcy ostrzegają się miganiem ale tak czy siak trzeba uważać.

I wreszcie trzecia meta – Kopaonik. Jeden z najlepszych i z pewnością największy ośrodek narciarski w regionie. Serbski Kopaonik oferuje aż 55 kilometrów nartostrad, głównie tych koloru niebieskiego, choć bardziej wymagających odcinków również nie brakuje. Stacja jest naprawdę spora a jej trasy rozciągają się aż do szczytu Pančićev vrh, więc szusować można nawet 2.017 m.n.p.m. Ośrodek dysponuje wszystkim, co potrzebne jest turystom, nie brakuje snowparków, narciarskich placów zabaw, nocnej jazdy, tras biegowych, o licznych hotelach i restauracjach nawet nie wspominając. Nie można specjalnie narzekać także na infrastrukturę. W sumie wybudowano aż 23 wyciągi, w tym gondolę i aż 10 krzeseł.  Cena karnetu jest dość przystępna, jak na taki duży ośrodek, za trzydniowy skipass  zapłaciliśmy 9200 dinarów, czyli około380 zł. Uwaga: Kupując karnet trzeba się od razu zdecydować czy obejmuje jazdy nocne czy też nie. Kilka miejsc dostępowych do ośrodka, z dogodnymi i niedrogimi (20 zł/dzień) parkingami, znajduje się poza samym Kopaonikiem i nie ma tam kas biletowych. Dlatego warto najpierw kupić bilet, i niekoniecznie w samym ośrodku, w kasach przy wyciągach, gdzie trudno zaparkować  i dojść, lecz np. w hotelu Putnik. Jeżeli mieszkacie poza Kopaonikiem i codziennie dojeżdżacie (jak myśmy robili) to warto korzystać z tych satelitarnych dostępów (np. Słoneczna Polana) bo jadąc do nich nie trzeba jeszcze wjeżdżać do samego Kopaonika i płacić dodatkowo za wjazd do parku narodowego. A i parkingi w samym Kopaoniku tanie nie są. Niestety pogoda nam tym razem nie dopisała. Było bardzo ciepło i do tego mgliście i „chmurzyście”.  Śnieg był papkowaty, a w ostatni dzień pół dnia padał deszcz. Sam Kopaonik to w moim odczuciu to brzydota dużego osiedla mieszkaniowego skrzyżowana z tłokiem Krupówek i sezonowymi, tandetnymi sklepami Międzywodzia czy Rewala. Jedne co warto, to knajpy, gdzie jedzenie jest dobre i niedrogie (około 80 zł/osobę) choć lepiej przyjść po 19-tej jak już tłumy wczasowiczów się przeleją i tłok zelży.

Droga powrotna z przygodami, jak zwykle ponad godzinna kolejka na granicy autostradowej Serbii z Węgrami. Może lepiej tuż przed granicą zjechać z autostrady i skorzystać z innych przejść w pobliżu dokąd kierują właściwe drogowskazy. Tym razem ta godzina opóźnienia, uratowała nas , może nawet dosłownie, bo trafiliśmy na korek związany z największym karambolem roku na autostradzie węgierskiej, gdzie spłonęło kilkadziesiąt aut i były ofiary, który zdarzył się właśnie tę godzinę przed naszym przyjazdem. Objazd tego, był pełen emocji i jeżdżenia po polach, ale w końcu przebiwszy się musieliśmy zrezygnować z docelowej Bratysławy i zatrzymaliśmy się awaryjnie w Gyor. I znowu szczęście nam dopisało, bo Gyor okazało się bardzo ciekawym i ładnym miastem, wartym zwiedzenia i jedzenia. Choć w porównaniu z Bałkanami tu już było drogo….

 

Przy okazji chcielibyśmy ponownie wyrazić nasz żal, że Piotr Wesołowski, kolejny raz musiał w ostatniej chwili zrezygnować z wyjazdu, i z aktywnego uczestnika stał się dostojnym sponsorem… Albo tak na niego działają Bałkany albo ma chłopak dużego pecha… Tak czy siak jest nam przykro i na pocieszenie postanowiliśmy nadać mu tytuł Honorowego Członka i Sponsora…

Ekipa, która brała udział w tej wyprawie

Adam Florek
Andrzej Rojek
Maciej Konopka
Robert Sibilski
Tomasz Urbanowicz
Zygmunt Maniaczyk
Piotr Wesołowski