Termin, niestety nie „narciarski” lecz i kierunek pozbawiony możliwości uprawiania białego szaleństwa, więc razem pasowało. COVID pozbawiła nas możliwości wyjazdu narciarskiego wtedy, kiedy na to przypadała pora. Zima i wiosna były skute okowami pandemii i grupowy wyjazd na narty w tych okowach się nie mieścił.
Po raz trzeci z rzędu, musieliśmy szukać alternatywy, tym razem dla naszej tradycji. Poprzednio, w 2019 roku, sytuacja w Iranie zmusiła nas do wyjazdu w inne kierunki, wówczas padło rezerwowo na Serbię i Bośnię & Hercegowinę. Następnie, w 2020 COVID w Chinach, przekierował nas do Armenii, gdzie i tak na deser, po powrocie do Polski, sprezentowano nam dwutygodniową kwarantannę… Teraz, ten sam COVID ale w już na całym świecie, zablokował nam wszystkie kierunki. Trzeba było przeczekać. Przeczekaliśmy i jak tylko się dało, aby nie tracić roku tradycji, postanowiliśmy zorganizować podyplomowe, wyjazdowe, studium enologiczne, albowiem oprócz nart, to właśnie wino jest naszą drugą pasją.
Czemu w Mołdawii? Kto się zna na winach ten rozumie, dla innych powiem, że nie ma miejsca w Europie, a może i na świecie, gdzie wino stanowiłoby podstawową (i zasadniczo jedyną) gałąź turystyki, gospodarki, eksportu, sztuki i historii. To tu znajdują się największe na świecie winnice, łącznie z uhonorowaną rekordem Guinessa winnicą w Mileştii Mici czy też równie potężną Cricovą.
Jeżeli uwzględnimy, że właśnie tu winnice zajmują 100 tys. ha, czyli prawie 3% powierzchni kraju, a np. w we Francji czy w Hiszpanii, będącymi największymi producentami wina w Europie, to odpowiednio 1,3% i 1,8%, to będziemy mieli świadomość ilu ludzi w tym kraju zna się na winie (zasadniczo, wszyscy).
Aby dostać się jak najsprawniej i dodatkowo, niedrogo do Mołdawii, wybraliśmy transport łączony, lotniczo-drogowy. Samolotem Ryanair, polecieliśmy z Poznania do Odessy (290zł/osobę), a w Kiszyniowie wynajęliśmy busa, który odebrał nas z Odessy i był naszym środkiem transportu podczas całego naszego pobytu w Mołdawii (570zł/osobę za cały tydzień). Droga powrotna, zasadniczo ta sama, jednak dla urozmaicenia wrażeń i zwiększenia ilości kontroli granicznych, jechaliśmy przez nie istniejący formalnie kraj, Naddniestrzańską Republikę Mołdawską.
Naszym celem było odwiedzenie sławnego Festiwalu Wina, jaki odbywa się co roku na początku października w Kiszyniowie i znalezienie najlepszego mołdawskiego wina. Od razu uprzedzimy, że słodkie lub półsłodkie wina, które stanowią większość win mołdawskich sprzedawanych w naszym kraju, mają bardzo niewiele wspólnego z wysokiej jakości winami wytrawnymi, z których słynie Mołdawia. Tak więc efekt naszych poszukiwań, tylko w niewielkim stopniu mogą być użytecznymi w naszych „winotekach”.
Winnice zajmują południową połowę Mołdawii. Z wielu działających tam winnic, po starannej analizie, wybraliśmy do testowania , 7 winnic, zarówno tych małych, prywatnych o stosunkowo krótkiej historii (Et Cetera czy Vartely) aż po prawdziwe giganty z sięgającą czasów sowieckich historią (Cricova, Mileştii Mici).
Wszystkie winnice, które odwiedzimy, są miejscami, które oprócz produkcji wina, zajmują się popularyzowaniem wiedzy o winie i jego produkcji, kultywują kulturę winiarstwa. Oprócz produkcji i sprzedaży wina, oferują noclegi, gastronomię, często bardzo atrakcyjną zarówno cenowo jak i kulturowo, oraz zwiedzanie i degustacja z przewodnikiem. I z tej ostatniej opcji w każdej z winnic, z wyjątkiem jednej, korzystaliśmy. Wszystkie „oprowadzanki” podzielone są na kategorie w zależności od pory dnia, ilości degustowanego wina, ewentualnych usług dodatkowych, jak np. posiłek. Ważne jest też zaznaczenie, języka jakim ma władać przewodnik. Z reguły angielski nie był problemem, ale zdarzyło nam się również musieć skorzystać z rosyjskiego przewodnika.
Pierwsza część naszego zadania, odwiedzenie Festiwalu Wina, legła w gruzach w dni naszego przyjazdu. W wyniku wprowadzonych wtedy ograniczeń COVID’owych Festiwal został odwołany. Ale skoro już byliśmy, to ruszyliśmy w trasę szlakiem mołdawskich winnic.
Najpierw Odessa. Dzień zwiedzania, słynne schody Potiomkinowskie, wspaniały budynek opery, stare miasto, ulica Deribasowskaja a nawet bunkry (szczerze odradzamy zwiedzania tej atrakcji, podobne ciekawostki znajdę łatwo u mnie w bloku w piwnicy…) Na szczęście knajpy, nocne jazdy na koniu po rynku, zrekompensowały nam zawód zwiedzania bunkrów.
Uzbrojeni w kartę degustatora, opuszczamy Odessę, spędzamy upojną godzinę na granicy ukraińsko-mołdawskiej, gdzie z powodu wprowadzonych w nocy ograniczeń chcą nas pozbawić kierowcy, który nie ma zaświadczenia o szczepieniu, zaczęliśmy od winnicy Et Cetera (https://etcetera.md/) w Crocmaz, po drodze z Odessy do Kiszyniowa. Młoda, nieduża winnica ale z dynamicznym właścicielem i dużym potencjałem. Spacerując po polach winnicy znajdujemy plakietkę „Polish aid” (https://www.gov.pl/web/polishaid ). „Nasi tu byli” z pomocą… Tu wybraliśmy opcję zwiedzania Mix Et Cetera, obejmującą wycieczkę po winnicy, degustację 4 rodzajów win i zakąski do wina. Koszt: 95 zł od osoby. Wino podobnie jak i cała winnica, młode i świeże… Zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie a szczególnie wina musujące.
Na noc zjeżdżamy do Kiszyniowa gdzie będzie znajdowała się nasza baza. Mimo, że każda winnica oferuje również hotel, to mając swojego busa i kierowcę decydujemy się codzienne wycieczki z Kiszyniowa. Mołdawia to mały kraj, do najdalszej winnicy ze stolicy to raptem 2 godziny drogi. Do innych, bliższych, około godziny. Po drodze stop na obiad w przydrożnej Den’s Pizza, w Anenii Noi, koszt ok. 40zł/osobę. Pizzeria położona jest w tak strategicznym miejscu na mapie Mołdawii, że podczas naszego pobytu odwiedzamy ją jeszcze trzy razy i zaprzyjaźniamy się obsługą J. W Kiszyniowie wynajmujemy obszerną willę, ok. 3km od samego centrum miasta (Magificient Villa, Strada Floreşti 3, 2051 Chisnau, Moldova, Telefon: +373 692 80 448). Para sympatycznych właścicieli oferuje nie tylko spokojny, obszerny dom z salą rekreacyjną, piwniczką z winami i innymi trunkami, kilkoma łazienkami ale też przepyszne, obfite śniadania. Śniadania są płatne osobno, ale są warte swojej ceny. Za tygodniowy pobyt wraz ze śniadaniem i zasobami barku, płacimy 900zł/osobę.
Drugi dzień to wyjazd do winnicy Chateau Vartely (https://vartely.md/ ). Mieliśmy również mieć to zwiedzanie z przewodnikiem, ale okazało się, że z powodu zamknięcia centralnego Festiwalu Wina, w ten dzień zrobili swój, lokalny festiwal, swego rodzaju „drzwi otwarte”. Tak więc zamiast płacenia za wycieczkę z degustacją, skorzystaliśmy ze zwiedzania w ramach dni otwartych a na degustację poszliśmy do restauracji zintegrowanej z hotelem tej winnicy gdzie ich sommelier przygotował nam swoistą ścieżkę degustacji wina Taraboste. Świetna restauracja wraz z degustacją 6 butelek wina (plus musujące na deser) to 90zł/osoby. W drodze powrotnej obiad w karczmie położonej w pełnej folkloru wsi. Obiad za prawdę obfity, wielodaniowy, z lokalnych specjałów, podparty kilkoma butelkami przedniego wina, to wydatek 85zł/osobę.
Cricova (https://cricova.md/en/) – najbardziej chyba znana za granicą mołdawska winnica. Historia tej najsłynniejszej mołdawskiej winnicy sięga lat 50-tych ubiegłego wieku. Państwowa firma o ogromnej produkcji. Mieści się ona w dawnych tunelach, które powstały w wyniku intensywnego wydobycia wapienia. Ich łączna długość to około 120km. Cricova to prawdziwe podziemne miasto, w którym ulice zostały nazwane na cześć różnych szczepów wina. Jedną z atrakcji jest narodowa kolekcja “oenotheque”, która liczy ponad 1 mln butelek wina oraz innych alkoholi. Ze względu na idealne warunki, które panują pod ziemią, przechowuje tu również swoje wina wiele osobistości z całego świata. Trochę jak kombinat. Niestety obsługa w recepcji, dostosowała się do poziomu firmy państwowej i przejawia totalny brak empatii. Zwiedzanie podziemnych tuneli specjalnymi elektrycznymi autobusami, można też zwiedzać własnymi samochodami z przewodnikiem na pokładzie. Dobra rada: zarezerwujcie sobie wizytę zawczasu przez Internet. My wybieramy Business Tour (zwiedzanie i degustacja 4 butelek wina) w cenie 110zł/osoby. Wina znane na świecie, lecz najlepszym ich produktem jest bez wątpienia wino musujące. Na zakończenie, okazuje się ono być najlepszym winem musującym naszej wyprawy do Mołdawii. W sklepiku firmowym zaopatrujemy się w kilka kartonów tego specjału.
Kolejny dzień to Chateau Purcari (https://purcari.wine/en/ ). I, parafrazując cytat z Kubusia Puchatka, to jest miejsce, które tygrysy lubią najbardziej… Jest to prywatna winnica, należącą do potentata rynku winiarskiego w Mołdawii, którego produkty często można znaleźć również na półkach w naszych sklepach, firmy Bostavan. Lecz to jest trochę tak jak Toyota i Lexus czy Mercedes i Maybach, czyli standard i luksus. Wybieramy pakiet 3, 6 win i zwiedzanie. Na deser siadamy na tarasie restauracji i kilkakrotnie powtarzamy nasz wybór aby napoić kubki smakowe na zapas… Całość kosztuje nas 100zł/osobę. Nasze wcześniejsze doświadczenia i analizy, potwierdzają się całkowicie – wino tutaj jest niebywałej jakości i smaku. Końcowa analiza naszych kart oceny wina, wskazało, jednomyślnie, że najlepsze wino całej wyprawy zostało wyprodukowane właśnie tutaj. To Feteasca Neagra de Purcari, Limited Edition 2019. Butelka kosztuje zawrotne 40zł. Niestety nie wysyłają wina do Polski. Kiedyś, lat temu z pięć widziałem wino Purcari 1827, Sauvignon Blanc w Tesco za 50zł, tutaj 30zł. Wina musujące poprawne, lecz nie dorównują Cricova.
Następny dzień poświęcamy na wycieczkę. Chcemy coś zwiedzić, mimo, iż przewodniki ostrzegają, że nie ma tam co zwiedzać. I niestety przewodniki mają rację. Old Orhei i Monaster Curchi to jedyne warte zachodu miejsca, lecz ich atrakcyjność należy porównywać raczej z kościołem parafialnym niż z częstochowskim klasztorem. Wiedzeni patriotyzmem, wybieramy się obejrzeć twierdzę w Soroce, która kiedyś, podczas wojny polsko-tureckiej była świadkiem heroicznej i zwycięskiej obrony polskiej załogi nad nacierającymi Turkami. Niestety po kilku godzinach jazdy okazuje się, że twierdza jest w trakcie renowacji i jest niedostępna zwiedzającym. Pełen zawód… Na szczęście, pracujący tam robotnicy też muszą czasami wychodzić i udaje nam się to co nie udało się Turkom – zdobywamy twierdzę…
No ale dosyć leniuchowania, wracamy do enologii i degustacji… Tym razem nasz wybór pada na Milesti Mici (https://www.milestii-mici.md/ro/ ). Jeżeli Cricova była olbrzymia to Milesti Mici jest gigantyczna, jeżeli Cricova miała 120km korytarzy to Milesti Mici ma 250km, Cricova – kolekcja 1 mln butelek, Milesti Mici – 1,5 mln butelek. Po prostu gigant. Nie darmo, to właśnie ta winnica, dzierży rekord Guinessa dla największej kolekcji win na świecie. Tu również rezerwujemy wizytę przez Internet. Wybieramy opcję Bachus, zwiedzanie i degustacja 7 gatunków wina, koszt 135zł/osobę. Dodatkowo dostajemy na drogę prezent: butelkę czerwonego wina. Obsługa przemiła, przewodnik ma wiele do powiedzenia, co prawda znaczniej mniej o samych winach i ich produkcji a znacznie więcej o historii miejsca, ciekawych gościach, prywatnych kolekcjach win składowanych w korytarzach winnicy czy też o tysiącach butelek wina ukrytych w tajnych podziemiach przed gorbaczowską prohibicją z 1985 roku. Samo wino, poprawne, lecz nie wybijające się ponad dobry standard.
Asconi Winery (https://asconiwinery.com/the-winery/) – dla odmiany znowu przedstawiciel małych, prywatnych winiarni i kilkoma hektarami winnic, produkującej 3 mln butelek wina rocznie to nasza przedostatnia winnica, którą przetestujemy w Mołdawii. Winnica nowoczesna, produkująca wino przemysłowo a jednak wino ma swój charakter i jest wysokiej jakości. Zwiedzanie wraz z degustacją to około 50zł/osobę. Jednak co jest najlepsze w tej winnicy, to świetna restauracja słynna w stolicy i okolicy. Drewniana restauracja w tradycyjnym, rustykalnym stylu składa się z kilku sal o różnej wielkości i paru tarasów. Największa sala zamiast sal ma, sięgające sufitu regały z winami. Tradycyjne menu (placinta, gulasz jagnięcy czy z królika, mamałyga dania z grilla) pyszne i obfite, raj dla podniebienia. Wraz z kilkoma butelkami wina wyszło nam raptem 70zł/osobę.
I tak dzień po dniu, minął tydzień naszej wyprawy i przyszło wracać do domu. Ale po drodze jeszcze kilka atrakcji. Na początek, ostatnia wizytowana przez nas winnica Castel Mimi (https://www.castelmimi.md/en/ ). Prywatna winnica odbudowywana pieczołowicie prawie od podstaw, po dewastacji jaką przeżyła w czasach sowieckich, wyrasta na piękny pałac z hotelem i spa. Przechodząc przez nowoczesny pawilon recepcyjny z galerią i sklepem wchodzimy na ogromny dziedziniec, którego zwieńczeniem jest pałac, połączony z budynkami, kiedyś gospodarczymi. Po bokach pawilony hotelowe i eventowe. Sama winiarnia skrywa się za plecami pałacu. Imponujące miejsce, jednocześnie centrum relaksu i zabawy oraz kultury winiarskiej. Przewodnik, niestety nie wyszedł poza standardowe opowiastki i trochę wyglądało jak: „na prawo beczki, na lewo beczki, idziemy dalej, proszę wycieczki…” Samo trochę w tym samym stylu co przewodnik, dobre ale nie wyróżniające się specjalnie wśród innych, a może po tylu degustacjach, mieliśmy już trochę spaczony punkt widzenia… „Zupełnie przypadkiem” parę kilometrów od Castel Mimi, nasza ulubiona pizzeria w Anenii Noi i ostatni posiłek w Mołdawii. Dalej droga do Odessy lecz, żeby było ciekawiej jedziemy „na skróty” przez zbuntowaną prowincję Mołdawii, znaną jako Naddniestrzańska Republika Mołdawska, kraj uznawany wyłącznie przez Abchazję i Osetię Południową… Oglądamy stadion słynnego Sheriffa Tyraspol, który pokonał nawet Real Madryt w LM, a następnie krótko zwiedzamy centrum miasta z imponującym pomnikiem Lenina przed siedzibą rządu, na której powiewają flagi Republiki i Rosji. Tu walutą jest rubel i kopiejki. Najwięcej czasu spędzamy jednak na granicach, pieczołowicie wypełniając karty tranzytowe. Wieczorem kolacja pożegnalna z przyjaciółmi w Odessie i nocleg w hotelu w okolicach lotniska (45zł/osobę). Rano taksówkami na nowoczesne lotnisko i odlot do Poznania.
Nasza wyprawa okazała się niewątpliwym sukcesem, zarówno poznawczym jak i edukacyjnym. Podczas ośmiu dniu pobytu w Mołdawii poznaliśmy specyfikę siedmiu winnic, degustowaliśmy lokalne potrawy w najlepszym wydaniu, zwiedziliśmy co się nadawało (i nie) do zwiedzania. Koledzy nie tylko poznali Mołdawię i kulturę enologiczną, lecz przede wszystkim poznali swój własny gust i smak wina, który im najbardziej odpowiada. Niestety, skutkiem ubocznym było parę kilogramów „obywatela”, które każdy z nas chyba przywiózł z powrotem do Polski.
Dla zainteresowanych podobną wyprawą do Mołdawii, całość, (10 dni, dwa w Odessie i 8 w Mołdawii) kosztowała nas około 3100zł/osobę wg cen z końca 2021. Gdyby były jakieś pytania chętnie podpowiemy. Jako ciekawostkę powiemy, że podczas degustacji w Cricova, spotkaliśmy polską grupę miłośników wina, którzy przybyli na siedmiodniowy pobyt z degustacją, zapłacili za swój pobyt ponad 8000zł/osobę. Oczywiście lot bezpośredni liniami rejsowymi, hotele w winnicach, transport, i tym podobne luksusy…